Czy elegancja nie jest inteligencją?

Ilekroć poruszałam w rozmowach z mamą czy babcią temat mody panującej w PRL, słyszałam zawsze to samo – ubrania były trudno dostępne, w kolejce po buty stało się godzinami, by ostatecznie kupić parę w niewłaściwym rozmiarze; jednak w obliczu dramatycznych braków zaopatrzeniowych idiotyzmem byłoby zwracanie uwagi na niedopasowaną wielkość jakiejś części garderoby. Obraz polskiej mody tamtego okresu, jaki sobie wykreowałam, bazując na podobnych historiach, był, eufemistycznie rzecz ujmując, niezbyt zachęcający. Wyobrażałam sobie przede wszystkim wszechobecną tandetę (łagodzoną szytymi u zaprzyjaźnionych krawcowych lub przerabianymi w domu ubraniami), siermiężność. Zakochana w modzie lat 20. i 30. traktowałam PRL po macoszemu, często odmawiając ubraniom pochodzącym z tego okresu przymiotu elegancji. Moje sądy były w dużej mierze powierzchowne i niesłuszne, o czym przekonałam się później, zapoznając się z biografią pewnej niepozornej, choć niezwykłej kobiety.



Polską elitarną modą trzęsła do lat sześćdziesiątych niewysoka, drobna dama o ogromnym intelekcie, zamiłowaniu do estetyki, wyrobionym smaku – Jadwiga Grabowska. Urodziła się w 1898 roku. Była córką zamożnego przedsiębiorcy budowlanego, Stanisława Seydenbeutela. Brat matki, Edward Eber, ważny przedwojenny architekt, zaprojektował luksusowe kamienice czynszowe przy placu Trzech Krzyży czy budynek, w którym mieściła się słynna Adria. Jadwiga Seydenbeutel, późniejsza kreatorka mody, dorastała więc w dostatku, odebrała staranne wykształcenie, jeszcze przed wojną jeździła do Paryża, gdzie zetknęła się z najnowszymi trendami. W owym czasie w stolicy światowej mody prym wiodła Chanel i jej rewolucyjne projekty.
Gust Grabowskiej kształtował się zatem pod wpływem najlepszych wzorców; to wówczas wypracowała zasady stylu, którym hołdowała przez całe życie.



W zburzonej Warszawie otworzyła Salon Mody Feniks. Walczyła wówczas o przywrócenie miasta do życia poprzez „odbudowanie polskiej kobiety”. Moda miała stanowić namiastkę normalności, pozwalała choć na chwilę zapomnieć o stratach i bólu. W podobny, bo „misyjny”, sposób Grabowska traktowała tworzone przez siebie kolekcje, gdy objęła stanowisko dyrektor artystycznej w Modzie Polskiej, przedsiębiorstwie powstałym w 1958 roku. Wtedy skupiła się przede wszystkim na edukacji Polek w dziedzinie stylu. Nie projektowała dużych kolekcji dla pospólstwa. Tworzyła elitarną modę, opierając się na zachodnich wzorcach. Bywała na pokazach paryskich projektantów, Chanel znała osobiście. Ubierała żony partyjnych urzędników, uczyła je manier. Dużą uwagę przywiązywała także do wykształcenia i obycia swoich modelek. Traktowała je poniekąd jak żywe wizytówki Mody Polskiej. Piękne, dobrze ubrane dziewczyny z pewnością wyróżniały się w tłumie przemierzającym ulice komunistycznej Warszawy. Metka Mody Polskiej była gwarancją jakości. Świetnie skrojone, uszyte z dbałością o detal ubrania stanowiły wygodne dla władzy świadectwo kondycji polskiego przemysłu lekkiego. Nie oznacza to jednak, że ówcześni notable akceptowali pomysły Grabowskiej bez szemrania. Nierzadko tylko za sprawą swojego uporu, siły woli i osiągniętej pozycji uzyskiwała pozwolenie na wyjazd na odbywający się w zachodniej Europie pokaz mody czy obietnicę wyprodukowania potrzebnej tkaniny. Kiedy przyglądam się zdjęciom kolekcji Mody Polskiej, nie mogę uciec od stwierdzenia, że wysiłki polskiej kreatorki nie poszły na marne.



Na sukces Grabowskiej z całą pewnością złożyło się wiele czynników. Niebagatelny wpływ na tę kwestię miała jej osobowość, niezwykłe umiejętności organizacyjne, a przy tym zaangażowanie w pracę. Najważniejsze pozostają jednak walory estetyczne stworzonych przez nią ubrań. W oczy rzuca się przede wszystkim funkcjonalność poszczególnych części garderoby. Według polskiej Chanel (jak nazywano Grabowską) to właśnie ta cecha stroju stanowi nieodzowny składnik elegancji. Ponadto kolekcje, które wyszły z jej pracowni, czerpały z klasycznych wzorów – na próżno nawet baczny obserwator doszukiwałby się w nich ekstrawagancji. Nie ona pozostawała wszak najważniejsza. Gra toczyła się przecież o wyższą stawkę. O piękno. Skoro zaś ono miało stanowić istotę twórczości kreatorki, to chyba nie okaże się przesadą stwierdzenie, że praca Grabowskiej była w rzeczywistości artystyczną działalnością, której wytwory w naturalny sposób uznać wypada za dzieła sztuki. Tym bardziej, że przynajmniej niektóre z tych strojów nawet dzisiaj nie mogłyby uchodzić za staroświeckie, co nadaje im przymiot ponadczasowości. Piękno sztuki też jest przecież uniwersalne.



Aktywność Jadwigi Grabowskiej można chyba zatem ocenić jako próbę przeszczepienia na polski grunt zachodniego szyku, sposobu bycia. Artystce nie chodziło bynajmniej o stworzenie pozorów, wprowadzenie na ulice pretensjonalności, blichtru, lecz raczej o ukazanie aspiracji Polek, wyrażenie ich pragnień (nie tylko w dziedzinie ubioru). Grabowska roztaczała obraz tego, jak mogłyby wyglądać mieszkanki nie tylko stolicy, lecz także pozostałych miast, gdyby sprzyjały im okoliczności, gdyby mogły pozwolić sobie na prawdziwą elegancję nierozerwalnie związaną, według polskiej Chanel, z inteligencją. Tej ostatniej cechy, jak sądzę, Polkom przecież nigdy nie brakowało.


fotografie:
– ANDRZEJ WIERNICKI
– CEZARY LANGDA

Tekst: Paula Mroczkowska